Co Polska powinna zrobić w obecnej sytuacji geopolitycznej?

I my też wiemy świet­nie, że dziś Gru­zja, jutro Ukra­ina, poju­trze Pań­stwa Bał­tyc­kie, a póź­niej może i czas na mój kraj, na Polskę!

Śp. pre­zy­dent Lech Kaczyń­ski tymi oto sło­wami wypo­wie­dzia­nymi w 2008 roku, zapo­wie­dział agre­sywną poli­tykę Kremla. Miał rację. Dziś Ukra­ina stoi przed moż­li­wo­ścią inwa­zji Rosji. Jeśli tak się sta­nie, w bar­dzo szyb­kim cza­sie Esto­nia, Łotwa i Litwa znów wrócą w orbitę upa­da­ją­cego Impe­rium Rosyjskiego.

Rosyj­ski Korwin-Mikke/Janusz Pali­kot — Wła­di­mir Żyri­now­ski wiesz­czy inwa­zję na Pol­skę. Czy tak może się stać? Pol­ska musi być świa­doma, że aktu­alna poli­tyka zagra­niczna jest na rękę Puti­nowi, gdyż Pol­ska nie jest pod­mio­tem, a przed­mio­tem geo­po­li­tycz­nej ukła­danki Europy. Fran­cja, Wielka Bry­ta­nia, Wło­chy i nie­chęt­nie Niemcy mogą nas oddać Rosji, w zamian za handel.

Jaka powinna być geo­po­li­tyka Pol­ski? Czy NATO (czyt. Stany Zjed­no­czone) nam pomoże? Z prze­szło­ści wieje wiatr nie­uf­no­ści do egzo­tycz­nych soju­szy. Co należy zro­bić w takim razie?

Jedy­nym naszym gwa­ran­tem będą Stany Zjed­no­czone Ame­ryki. Zapewne więk­szość osób czy­ta­jąc te słowa uzna mnie za nowego Becka, który wie­rzy w egzo­tyczny sojusz. Więk­szość z tych osób zapewne nie wie, że do 1935 roku poli­tykę zagra­niczną pro­wa­dził Józef Pił­sud­ski rękami  mario­netki (czyli J. Becka). Wtedy była ona nie­zwy­kle prag­ma­tyczna, gdyż pole­gała na nie­zwy­kle bli­skich sto­sun­kach z III Rze­szą (odsy­łam do książki P. Zycho­wi­cza Pakt Ribbentrop-Beck ). Dzięki nie­pi­sa­nemu soju­szowi mogli­śmy narzu­cić pakt o nie­agre­sji ZSRS i  dawało to moż­li­wość Fran­cu­zom zabie­gać o nas (Fran­cuzi chcieli nas w ten spo­sób odsu­nąć od Rze­szy), co pozwo­liło nam póź­niej łatwiej dostać kre­dyty na budowę Cen­tral­nego Okręgu Prze­my­sło­wego. Gdy Pił­sud­ski zmarł, Beck nie­spe­cjal­nie wie­dział co robić — to on zawiódł nas w 1939 roku.   

Stany Zjed­no­czone mogą nam zagwa­ran­to­wać bez­pie­czeń­stwo i pie­nią­dze na roz­wój, pod jed­nym warun­kiem. Muszą zoba­czyć, że warto w nas zain­we­sto­wać. Jeden z naj­wy­bit­niej­szych ana­li­ty­ków geo­po­li­tycz­nych na świe­cie, Geo­rge Fried­man, wyraża się jasno: Chce­cie gwa­ran­cji USA? Pokaż­cie, że warto na was sta­wiać. My nie wyślemy naszych chłop­ców, naszych pie­nię­dzy i tech­no­lo­gii leniom.

Nasze zbli­że­nie ze Sta­nami wymaga nie­zwy­kle aktyw­nej poli­tyki naszego MSZ. Co zatem należy zrobić?

Pierw­szy krok został obie­cany przez czło­wieka, któ­rego trudno pochwa­lić za cokol­wiek. Gdy pre­zy­dent Obama 3 czerwca ogło­sił, że poprosi Kon­gres o miliard dola­rów na wspar­cie woj­skowe sojusz­ni­ków USA w Euro­pie, Pre­zy­dent Komo­row­ski odpo­wie­dział, że Pol­ska pod­nie­sie wydatki na zbro­je­nia. O dziwo, reak­cja Komo­row­skiego jest taka jaka powinna być.
Stany „dają” pie­nią­dze na zbro­je­nia tylko tym, któ­rzy tego naprawdę chcą — jeśli się chce, to wyko­nuje się pewną pracę (libe­ra­lizm ame­ry­kań­ski). Zro­zu­miały to Niemcy po obu woj­nach, które naj­moc­niej zaczęły doko­ny­wać w swoim kraju reform gospo­dar­czych — dzięki czemu stały się naj­więk­szymi bene­fi­cjen­tami kre­dy­tów (plan Younga po I woj­nie i plan Mar­shalla po II wojnie).

Dla­czego tak? Gdyż jest to efekt nie tylko libe­ra­li­zmu, ale też i pragmatyzmu.

Poży­czone pie­nią­dze Repu­blice Weimar­skiej, a póź­niej RFN, tra­fiały do… Sta­nów Zjed­no­czo­nych! Pożyczka była na roz­ruch gospo­dar­czy co powo­do­wało, że spo­łe­czeń­stwo nie­miec­kie po jakimś cza­sie chciało samo­cho­dów, tele­wi­zo­rów, pra­lek, kuche­nek, itd. Kupo­wano to w Sta­nach Zjed­no­czo­nych. Na podob­nej zasa­dzie funk­cjo­no­wałby miliard dola­rów na armię. Jeśli Pol­ska poli­tyka zbro­je­niowa będzie nie tylko chciała być nowo­cze­sna (jak teraz), ale zacznie pro­wa­dzić wydatki na inno­wa­cyj­ność i zakup nowych tech­no­lo­gii, USA poży­czą nam te pie­nią­dze, jeśli wydamy je u nich.

Dru­gim naj­waż­niej­szym zada­niem dla Pol­ski jest odej­ście od bli­skich sto­sun­ków z Niem­cami. Ame­ry­kań­skie pod­słu­chy w Niem­czech dobit­nie poka­zują, że Stany już nie ufają Ber­li­nowi, jak było jesz­cze to dwa­dzie­ścia lat temu. Także coraz bliż­sze sto­sunki Ber­lina z Moskwą nie są spe­cjal­nie doce­niane przez Waszyngton.

Biały Dom w swo­jej ofi­cjal­nej stra­te­gii geo­po­li­tycz­nej jest entu­zja­stą fede­ra­li­za­cji Europy. Wynika to z faktu, że Ame­ryka powstała na bazie odrzu­ce­nia histo­rii euro­pej­skiej przez kolo­ni­za­to­rów, a przy­ję­ciu nowej, wspól­nej ame­ry­kań­skiej. Stany Zjed­no­czone Europy mogłyby być podobne do USA: silne eko­no­micz­nie, posia­da­jące wspólną armię. Stany Zjed­no­czone nie­ofi­cjal­nie jed­nak grają na jak naj­więk­sze roz­bi­cie Europy, tak by bez dłu­giego ramie­nia USA (Angli­ków) nic nie mogło się stać. Silne Niemcy, które zaczy­nają być coraz bar­dziej samo­dzielne — to naj­gor­szy sce­na­riusz dla Ame­ry­ka­nów. By Pol­ska mogła być bar­dziej wia­ry­godna dla Bia­łego Domu, musia­łaby prze­stać ślepo wspie­rać we wszyst­kim Berlin.

USA zazwy­czaj nie współ­pra­cują z przed­mio­tem gry geo­po­li­tycz­nej, a z pod­mio­tem. W tym celu Pol­ska musi udo­wod­nić, że jest nie tylko pion­kiem w grze, ale także i gra­czem. Fried­man w swo­jej ostat­niej książce suge­ruje, że USA poważ­niej by trak­to­wała nasz kraj, gdyby Pol­ska roz­po­częła grę o odtwo­rze­nie idei poli­tyki jagiel­loń­skiej z ele­men­tami dok­tryny mię­dzy­mo­rza. Jest to dla naszego kraju naj­trud­niej­szym ruchem do wyko­na­nia. W Buł­ga­rii, Sło­wa­cji i przede wszyst­kim na Węgrzech panu­jące ekipy rzą­dzące wspie­rają Moskwę.
O ile  poli­tyka tych państw wynika z czy­stej kal­ku­la­cji poli­tycz­nej, to inne trud­no­ści możemy mieć z Litwą i Ukrainą.

Litwa pro­wa­dzi nie­zwy­kle anty­pol­ską poli­tykę. Ostatni spis lud­no­ści na Litwie (2011 r.) poka­zuje, że jest ledwo 84,2% pro­cent Litwi­nów. Polacy sta­no­wią 6,6% miesz­kań­ców, nato­miast Rosja­nie 5,8%. Anty­pol­ska poli­tyka wynika z poczu­cia zagro­że­nia ze strony Pola­ków, któ­rzy w wybo­rach par­la­men­tar­nych są wsta­nie wpro­wa­dzić kilku posłów.  Należy też zazna­czyć, że w każ­dych następ­nych wybo­rach popar­cie dla Akcji Wybor­czej Pola­ków na Litwie rośnie o jeden punkt pro­cen­towy (w ostat­nich wybo­rach kra­jo­wych wynio­sło 5,83%). Ozna­cza to, że Polacy są nie­zwy­kle zmo­bi­li­zo­wa­nych elek­to­ra­tem. W wybo­rach do Euro­par­la­mentu popar­cie dla mniej­szo­ści pol­skiej wynosi mniej wię­cej 8% (przy 7% progu wybor­czym). Rosja­nie nato­miast od dawna nie­spe­cjal­nie mogą się prze­bić ze swoją par­tią poli­tyczną poza samo­rządy. Lider Związku Rosjan Litwy wszedł do Sejmu w ostat­nich wybo­rach do par­la­mentu, jed­nak z listy lewi­co­wej Par­tii Pracy. Ozna­cza to, że Rosja­nie osią­gają jakieś suk­cesy poli­tyczne tylko w kręgu daw­nych  akty­wi­stów komunistycznych.

Rosja­nie są liczną mniej­szo­ścią naro­dową, jed­nak słabą wewnętrz­nie — dla­tego Litwini nie oba­wiają agre­syw­nych dążeń z ich strony. Silna i liczna mniej­szość Pol­ska na Litwie budzi nie­zwy­kle duże zagro­żeni w tym dość mło­dym naro­dzie. Litwini nie­zwy­kle boją się Pola­ków, gdyż ich przod­ko­wie jesz­cze dwie­ście lat temu byli tymi któ­rzy słu­żyli, nie pano­wali. Na prze­strzeni dzie­jów Unii polsko-litewskiej szlachta i magna­te­ria litew­ska by stać się ele­men­tem cywi­li­za­cji Zachodu, z poko­le­nia na poko­le­nie coraz bar­dziej się polo­ni­zo­wała, aż w poło­wie XIX wieku każdy wykształ­cony oby­wa­tel, nie robiący w polu czuł się Pola­kiem. Wio­sna Ludów, a potem nadej­ście nowej epoki przy­nio­sło poczu­cie jed­no­ści wśród uboż­szej war­stwy spo­łecz­nej. Ta już nie była tutej­sza, lecz litew­ska. Pan stał się Pola­kiem, chłop ucie­mię­ża­nym Litwi­nem, do któ­rego należą te zie­mie. Nie­chęć do Pola­ków pogłę­biła się jesz­cze moc­niej, gdy Pił­sud­ski zechciał mieć swoje rodzinne zie­mie pod pol­ską kon­trolą. Mniej­szość Pola­ków na Litwie to są wła­śnie ci dawni pano­wie. Dla­tego nie­chęć Litwi­nów wynika z pew­nego poczu­cia kom­pleksu, stra­chu przed powro­tem panów i dąże­nia do inkor­po­ra­cji Litwy na rzecz Polski.

Pol­ska poli­tyka wobec Litwy powinna zatem być nie­zwy­kle deli­katna. By nasze sto­sunki się polep­szyły, nale­ża­łoby zagwa­ran­to­wać nie­na­ru­szal­ność gra­nic Litwy, dać im do zro­zu­mie­nia, że są naszym rów­no­rzęd­nym part­ne­rem poli­tycz­nym, z któ­rym możemy współ­pra­co­wać, lecz nie naci­ska­jąc na nich. Pod żad­nym pozo­rem nie wolno nam poka­zy­wać, że w tym okręgu geo­gra­ficz­nym, to my jeste­śmy lepsi. Uzna­nie doko­nań litew­skiej gospo­darki i roz­woju jest nie­zwy­kle wskazane.

Pro­blem ukra­iń­ski jest bliź­nia­czo podobny, ale nie jed­no­wy­mia­rowy, jak z Litwą.

Pier­wot­nie to Ukra­ina wydała na świat Rosjan, two­rząc Ruś Kijow­ską. Ta prze­grała z histo­rią, z Wikin­gami, z Ware­gami (któ­rzy osta­tecz­nie prze­nie­śli cen­trum Rusi do Nowo­grodu), z Pola­kami i osta­tecz­nie z Litwą. Pol­skie mia­sto Lwów zostało zało­żone w 1250 roku przez księ­cia Daniela I Halic­kiego z dyna­stii Rury­ko­wi­czów (dyna­stii rzą­dzą­cej na Rusi). Po róż­nych per­tur­ba­cjach na pra­wie wcze­śniej napi­sa­nego spadku mia­sto prze­szło w ręce Pola­ków. Pozo­stała część tych ziem stała się ele­men­tem Wiel­kiej Litwy, by następ­nie stać się czę­ścią skła­dową I RP. Znów litew­ska elita w dro­dze do wester­ni­za­cji, stwo­rzyła podział na panów-Polaków, chłopów-tutejszych.

W okre­sie XX-lecia mię­dzy­wo­jen­nego, a w szcze­gól­no­ści po rzezi wołyń­skiej, wspólna nie­chęć stała się jesz­cze moc­niej­sza. Nie­zwy­kle trudno prze­ko­nać ukra­iń­skiego patriotę do przy­jaźni z Pola­kami, i na odwrót. Na szczę­ście spo­łeczne pro­blemy nie są pro­ble­mem elity poli­tycz­nej. Ta, pomi­ja­jąc Par­tię Swo­boda, jest w sta­nie współ­pra­co­wać otwar­cie z Pola­kami. Nie­stety na tym pozio­mie two­rzy się następny pro­blem, do budowy jed­no­ści. Mimo wspól­nej sym­pa­tii obu elit poli­tycz­nych, liczą się tez inte­resy. Od uda­nej poma­rań­czo­wej rewo­lu­cji par­tia Julii Tymo­szenko, Bat­kwisz­czyna, bar­dziej się widzi pod egidą Ber­lina, nie Pol­ski. Należy zaob­ser­wo­wać, w jakiej zaży­ło­ści żyje Angela Mer­kel z Julią Tymo­szenko. W momen­cie wygra­nia tejże par­tii w naj­bliż­szych wybo­rach par­la­men­tar­nych, może dojść do zbli­że­nia Kijów-Berlin. Niemcy pro­wa­dzą wła­sną grę , która ude­rza nie­zwy­kle mocno w naszą.

Dla Nie­miec, Ukra­ina jest istotna z kilku wzglę­dów. Pro­za­chod­nia część Ukra­iny, to poten­cjalni nowi nabywcy nie­miec­kich pro­duk­tów, nowe tanie nie­miec­kie fabryki i wpływy Ber­lina w Kijo­wie.
Ber­lin swoją siłę w Euro­pie buduje na pań­stwach Europy Środkowo-Wschodniej, które wspie­rają poli­tykę Pani Kanc­lerz, dzięki czemu pie­nią­dze z Unii tra­fiają do takich kra­jów jak np. Pol­ska, które w zamian za dota­cje ślepo, czę­sto godząc w samych sie­bie, wspie­rają Niemcy. Nie wyklu­czone, że Niemcy i tak też postrze­gają Ukra­inę, choćby jej zachod­nią część. Poten­cjalna Zachod­nia Ukra­ina, w Unii Euro­pej­skiej to kolejny sojusz­nik Nie­miec w poli­tyce unij­nej. Dla­tego też deli­kat­nie Niemcy wspie­rają rządy Jace­niuka, a szcze­gólna sym­pa­tia Pani Kanc­lerz do Julii Tymo­szenko ma swoje uzasadnienie…

Dla Niem­ców podział Ukra­iny byłby zba­wien­nym roz­wią­za­niem — o któ­rym publicz­nie nie wolno się wypo­wia­dać — bo wycią­gnąłby Ber­lin z kło­po­tli­wej sytu­acji, w jakiej się zna­lazł. Rosja jest jed­nym z naj­więk­szych part­ne­rów han­dlo­wych Nie­miec, a gazo­ciąg Nord Stream jesz­cze bar­dziej to pogłę­bia, przez co powstała pewna nić zależ­no­ści obu kra­jów, z pewną prze­wagą Rosji. Gło­śne mówie­nie o uwol­nie­niu Ukra­iny z rąk Rosji poten­cjal­nie zaostrza sto­sunki obu kra­jów. Ide­al­nym roz­wią­za­niem pro­blemu byłaby cicha zgoda na podział Ukra­iny na część rosyj­ską i część nie­miecką — Wilk syty i owca cała.

Co w takim razie powinna zro­bić Pol­ska? Powinna to być nie­zwy­kle mocna inte­gra­cja gospo­dar­cza. W grę wcho­dzi moż­li­wość bez­pro­ble­mo­wego prze­syłu surowca ludz­kiego w obie strony, znie­sie­nie jakich­kol­wiek ogra­ni­czeń gospo­dar­czych, a przede wszyst­kim wspie­ra­nie pre­zy­denta Poro­szenko. Tymo­szenko, Jace­niuk i Kliczko są poli­ty­kami, któ­rzy są skłonni zosta­wić Pol­skę, a pójść do Ber­lina.  Poro­szenko na dzień dzi­siej­szy wydaje się bar­dziej prag­ma­ty­kiem i reali­stą poli­tycz­nym. Jego sta­now­cza poli­tyka wobec sepa­ra­ty­stów jest hamo­wana przez pre­miera Jace­niuka, który swo­imi dzia­ła­niami raczej chce się przy­po­do­bać Bruk­seli, niż zwal­czyć sepa­ra­ty­stów. Dodat­ko­wym smacz­kiem, jest wyra­żana przez niego chęć budo­wa­nia wła­snego zaple­cza poli­tycz­nego, zdol­nego do wygra­nia wybo­rów par­la­men­tar­nych na jesieni. Jeśli Pol­ska wspar­łaby ten poli­tyczny pro­jekt moż­li­wymi spo­so­bami, prze­ko­na­łaby wyso­kich urzęd­ni­ków Bia­łego Domu, by uści­snęli sobie dłoń z pre­zy­den­tem Ukra­iny. Wdzięcz­ność i chęć współ­pracy pre­zy­denta Poro­szenko byłaby pierw­szym akor­dem do ści­słej współ­pracy w przy­szło­ści. Trud­ność sta­no­wi­łoby prze­ko­na­nie obu patriotyczno-nacjonalistycznych stron do zaprze­sta­nia wiecz­nego opo­wia­da­nia o wza­jem­nych zbrod­niach. Łatwiej moż­naby to zro­bić po stro­nie ukra­iń­skiej, gdyż pre­zy­dent Poro­szenko ma do ogra­nia par­tię typowo nacjo­na­li­styczną, Swo­bodę. W Pol­sce są to grupy wewnątrz par­tii, która naj­bar­dziej dąży do zjed­no­cze­nia — PiS. Dla­tego należy pomi­jać ten temat w naszym kraju.

Łotwa i Esto­nia po Ukra­inie są naj­bar­dziej zagro­żone inge­ren­cją Rosji. Mniej­szość rosyj­ska sta­nowi w obu kra­jach powy­żej 20%. Oba kraje posia­dają w miarę sta­bilną gospo­darkę. Dla­tego celem pol­skiego MSZ powinno być raczej nie­prze­ko­ny­wa­nie do inte­gra­cji gospo­dar­czej (ale od tego i tak trzeba było od tego zacząć ), ale przy­kry­cie tych państw polsko-amerykańskim para­so­lem bez­pie­czeń­stwa. Do tego zada­nia, nie­zwy­kle mocno będziemy potrze­bo­wali pomocy Stanów.

Gru­zja nato­miast to zupeł­nie inna bajka. Spo­łe­czeń­stwo w tym kraju jest naj­bar­dziej anty­ro­syj­skie w naszym obsza­rze dzia­łań. Spo­so­bem na prze­ko­na­nie Gru­zi­nów  jest wspólne odwo­ła­nie się do bliź­nia­czo podob­nej histo­rii (odsy­łam do: Gruzja-zniszczony raj na ziemi).

Powsta­nie wspól­nego bloku państw omó­wio­nych szcze­gó­łowo, prze­ko­na­łoby Węgrów, Sło­wa­ków, Rumu­nów, Buł­ga­rów, że ist­nieje blok państw, w któ­rym part­ne­rzy są bar­dziej rów­no­rzędni, są na dorobku i mają przy­ja­ciela zza oce­anu, który pol­skimi rękami moder­ni­zuje wska­zany przez Pol­skę kraj.

Pol­ska i moż­liwa Unia Środkowo-Wschodnia to nie jedyny kie­ru­nek naszego zain­te­re­so­wa­nia w celu budowy naszej pozy­cji. Stany Zjed­no­czone posia­dają w swoim arse­nale sojusz­nika, który dziś powoli prze­bu­dza się ze snu, dając sygnał do powsta­nia nowej cywi­li­za­cji, innej niż te dzie­więć, zna­nych nam z histo­rii świata. Doj­dzie do powsta­nia cywi­li­za­cji tamerlańskiej(tatarskiej).

Histo­rycz­nie najazdy Tata­rów ozna­czały wybit­nie uzdol­nio­nych wojen­nych Noma­dów, któ­rzy przy­by­wali i odcho­dzili chwile potem. Byli oni podatni na pewną nową dla nich reli­gię — Islam. Islam, który zjed­no­czył roz­bite ple­miona arab­skie w wielką cywi­li­za­cję okresu naszego śre­dnio­wie­cza, miał ogromną trud­ność wśród ludu tatar­skiego, któ­rego pier­wotna agre­syw­ność była moc­niej­sza niż pod­po­rząd­ko­wa­nie się Cha­nowi, co by nie powie­dzieć nie­zwy­kle rygo­ry­stycz­nej reli­gii, przy­ję­tej tylko dla­tego, że wyznawcy Maho­meta byli głów­nymi part­ne­rami han­dlo­wymi dla dzi­kich przy­by­szów. Dopiero oba­le­nie w Tur­cji Suł­ta­natu i rządy Kemala Ata­turka dały impuls do budowy cywi­li­za­cji tamer­lań­skiej.  Wcze­śniej wszystko było pod­po­rząd­ko­wane pod islam: reli­gia, ubiór, kul­tura, język. Ata­turk libe­ra­li­zu­jąc Tur­cję, dał jej poczu­cie swo­jej odręb­nej toż­sa­mo­ści. Zmie­niono nawet alfa­bet, gdyż arab­ski nie paso­wał do tureckiego.

Zmie­niła się rola wiary. Islam pod­po­rząd­ko­wano ludom turec­kim.
Gdy pod­nie­sie się Tur­cja, pod­nie­sie się Uzbe­ki­stan, Kazach­stan, Tadży­ki­stan, Kir­gi­stan i wiele innych mniej­szych „Stanów”.

Dla Pol­ski natu­ral­nym sojusz­ni­kiem będzie wła­śnie Tur­cja. Wspólna nie­chęć, a także wspólna chęć zdo­by­cia prze­wagi nad Rosją, będą się pokry­wały, co należy wyko­rzy­stać. Ukłon w stronę Ankary należy wyko­nać nie­za­leż­nie od prze­biegu budowy bloku Środkowo-Wschodniego. Tur­cja jest skłonna do zacie­śnia­nia rela­cji z Lechi­sta­nem już teraz. Dosko­nałe rela­cję z Tur­kami gwa­ran­tują nam jesz­cze więk­sze poczu­cie bez­pie­czeń­stwa, a także więk­sze pole manewru.

Wzno­sząca się gospo­dar­czo i mili­tar­nie Pol­ska, która buduje swoją strefę wpły­wów poprzez zacie­śnia­nie współ­pracy bloku Środkowo-Wschodniego, to pań­stwo, które może i będzie wspie­rać Ame­ryka. Stany zła­pią w ten spo­sób kilka wron za ogon jed­no­cze­śnie. Przy­blo­kują tan­dem niemiecko-rosyjski, stwo­rzą bazę lojal­nych sojusz­ni­ków i part­ne­rów handlowych.

Budowa bez­pie­czeń­stwa pań­stwa pol­skiego powinna się opie­rać o sojusz ze Sta­nami Zjed­no­czo­nymi Ame­ryki. Naj­więk­szym pro­ble­mem może być prze­ła­ma­nie naszego leni­stwa, które trzyma nas pod egidą ber­liń­ską. Elita naszego pań­stwa nie rozu­mie, że Ame­ryka nie daje, a poży­cza. Zwrot poży­czo­nej kwoty nie zawsze jest prze­li­czany na dolary, cza­sem na lojal­ność. Póki tego nie zro­zu­miemy, Stany Zjed­no­czone nie spoj­rzą na nas, jako poten­cjal­nego part­nera do rozmów.

Nie­zwy­kle waż­nym klu­czem w naszej geo­po­li­tyce nie powinna być tylko budowa bloku Środkowo-Wschodniego, a także regio­nalny silny sojusz­nik. Takim będzie Tur­cja. Tylko w taki spo­sób zapew­nimy sobie bez­pie­czeń­stwo na naj­bliż­sze pół­wieku. Droga obrana aktu­al­nie nas mar­gi­na­li­zuje i sta­wia w roli pionka w grze, któ­rego Niemcy poświęcą w imię wła­snej racji stanu.

Zdję­cie: arka.eu

Zain­tere­sował Cię arty­kuł? Polub pro­fil Realpoli­tik.PL na Face­booku, aby dowiady­wać się na bie­żąco o doda­wa­nych przez nas treściach : )

The fol­lo­wing two tabs change con­tent below.
Author Image

Adam Stan­kie­wicz

Stu­dent czwar­tego roku bez­pie­czeń­stwa wewnętrz­nego na Uni­wer­sy­te­cie War­szaw­skim. Repre­zen­tuje poglądy konserwatywno-liberalne. Zga­dza się z twier­dze­niem, że prawda nie leży pośrodku, tylko leży tam, gdzie leży.

Komen­ta­rze