Czemu wolnościowcy chcą sprzedaży tzw. śmieciowego jedzenia w szkołach?

Nie­dawno w tak zwa­nym śro­do­wi­sku wol­no­ścio­wym zawrzało, a wszystko przez zakaz sprze­daży tzw. śmie­cio­wej żyw­no­ści w pol­skich szko­łach. Prze­ciw­nicy tego pomy­słu z posłem Kon­gresu Nowej Pra­wicy Prze­my­sła­wem Wiple­rem na czele (który jako jedyny gło­so­wał prze­ciw pro­jek­towi) argu­men­to­wali, że jest to ogra­ni­cza­nie naszej wol­no­ści, inge­ren­cja pań­stwa w wycho­wa­nie dzieci czy też prze­śmiew­czo mówili, że to ustawa zno­sząca otyłość.

Ustawa, która wej­dzie w życie 1 wrze­śnia 2015 roku zaka­zuje sprze­daży żyw­no­ści, która zawiera dużą ilość szko­dli­wych sub­stan­cji, w pla­ców­kach edu­ka­cyj­nych od przed­szkoli do szkół ponad­gim­na­zjal­nych.  Listę zaka­za­nych pro­duk­tów okre­śli mini­ster w roz­po­rzą­dze­niu i jest to pole do wpro­wa­dze­nia absur­dal­nych prze­pi­sów, czego kwe­stio­no­wać nie zamie­rzam. Jed­nak czy jeden lub dwa pro­dukty, które zostaną kon­tro­wer­syj­nie zaka­zane w szko­łach to powód do kry­ty­ko­wa­nia całej ustawy? W mojej opi­nii oczy­wi­ste jest, że nie. Śro­do­wi­ska wol­no­ściowe znane są z tego, iż uwa­żają, że czło­wiek powi­nien mieć moż­li­wość kie­ro­wa­nia swoim życiem tak jak chce, a wła­dza nie powinna w to inge­ro­wać. Według wol­no­ściow­ców nie można doro­słych ludzi trak­to­wać jak dzieci, któ­rym mówimy co jest dla nich dobre, a co złe. Według nich takie postę­po­wa­nie jest ogra­ni­cze­niem naszej wol­no­ści i trudno się z tym nie zgo­dzić, ale czy możemy zasto­so­wać tę argu­men­ta­cję to tej ustawy? Prze­cież ona doty­czy wła­śnie dzieci, zatem sto­su­jąc tę argu­men­ta­cję doszli­by­śmy do argu­mentu nie trak­tujmy dzieci jak dzieci. Absur­dal­ność tego postu­latu dostrzega każdy myślący czło­wiek. Gdzie tu ogra­ni­cza­nie naszej wol­no­ści? Oczy­wi­ście można wska­zać na peł­no­let­nie osoby ze szkół ponad­gim­na­zjal­nych, lecz czy ta grupa jest aż tak wobec tego poszko­do­wana? Prze­cież nasto­lat­ko­wie z tech­ni­ków, czy liceów bez pro­blemu kupią te pro­dukty w innych miej­scach, jeśli tylko będą mieli na nie ochotę. Można pod­wa­żać sens obję­cia szkół ponad­gim­na­zjal­nych tą ustawą, lecz są to nadal drobne uchy­bie­nia nie wpły­wa­jące na cało­kształt tego prawa.

Wol­no­ściowcy roz­ta­czali rów­nież straszne wizje, jak to pań­stwo inge­ruje w wycho­wa­nie dzieci odbie­ra­jąc je rodzi­com. Jed­nak gdzie prze­ciw­nicy tej ustawy widzą to w zaka­zie sprze­daży śmie­cio­wego jedze­nia naprawdę nie wiem. Ten zakaz daje wręcz rodzi­com więk­szy wpływ na wycho­wa­nie swo­ich dzieci. Teraz to rodzic będzie mógł zde­cy­do­wać, czy dziecko ma jeść zdrowo, czy też nie. Argu­menty, że pań­stwo wyrę­cza rodzi­ców w wpro­wa­dza­niu nawy­ków żywie­nio­wych są zupeł­nie nie­tra­fione. Tłu­ma­cze­nia, że w chwili obec­nej rodzic może przez roz­mowę uświa­do­mić dziecko jaka żyw­ność jest dla niego dobra a jaka zła są nie­zwy­kle naiwne. W dzi­siej­szych cza­sach, gdy czę­sto oboje rodzi­ców pra­cuje i czę­sto bra­kuje im czasu pil­no­wa­nie, czy dziecko z pod­sta­wówki nie skusi się na bato­nika czy chipsy, które kupują wszy­scy kole­dzy i kole­żanki, zli­kwi­do­wa­nie takiej żyw­no­ści daje rodzi­com wręcz peł­niej­szą kon­trolę. Nie możemy trak­to­wać dziecka z pod­sta­wówki jak doro­słej odpo­wie­dzial­nej osoby tak samo jak nie możemy doro­słej osoby trak­to­wać jak nie­od­po­wie­dzial­nego dziecka.

Prze­śmiew­cze nazy­wa­nie takiego prze­pisu “ustawą zno­sząca oty­łość” rów­nież jest irra­cjo­nalne. Nikt nie twier­dzi, że ustawa likwi­duje ten pro­blem. Jed­nak nie można zaprze­czyć, że w dłuż­szej per­spek­ty­wie może ten pro­blem zmniej­szyć. Jako wol­no­ścio­wiec wie­rzę, że więk­szość rodzi­ców jest na tyle odpo­wie­dzialna, że nauczy dzieci pozy­tyw­nych nawy­ków żywie­nio­wych, a kolo­rowe opa­ko­wa­nie sło­dy­czy nie zmar­nuje ich wysiłku.

Poseł Prze­my­sław Wipler sprze­ci­wia­jący się temu pro­jek­towi, zaczął snuć prze­ra­ża­jące i nie­ma­jące nic wspól­nego z rze­czy­wi­sto­ścią wizje  pisząc “Już to widzę, jak wyda­lają kogoś ze szkoły, bo przy­niósł do niej “nie­le­galne” chipsy…”. Pan poseł zdaje się nie zauwa­żać, że nie­le­galna stała się sprze­daż takiej żyw­no­ści na tere­nie pla­có­wek edu­ka­cyj­nych. Nikomu nie zabra­nia się posia­dać czy też spo­ży­wać takiej żyw­no­ści na tere­nie szkoły, jeśli rodzic będzie miał taką wolę to może dziecku dać do szkoły taką żyw­ność. Nie ma tu żad­nego odbie­ra­nia wol­no­ści, ani też nikomu nic się nie sta­nie jeśli nadal będzie miał ochotę zjeść chipsy, bato­nika, czy też napić się coli w szkole.

Zdję­cie: ar.pl

Zain­tere­sował Cię arty­kuł? Polub pro­fil Realpoli­tik.PL na Face­booku, aby dowiady­wać się na bie­żąco o doda­wa­nych przez nas treściach : )

Komen­ta­rze