IV rocznica katastrofy smoleńskiej — festyn czy obchody?

Już po raz czwarty na war­szaw­skim Kra­kow­skim Przed­mie­ściu śro­do­wi­ska smo­leń­skie zor­ga­ni­zo­wały obchody kata­strofy samo­lotu TU-154 M z 10 kwiet­nia 2010 roku. Uro­czy­sto­ści te nie mają jed­nak wiele wspól­nego z poczu­ciem jed­no­ści Pola­ków po wypadku pre­zy­denc­kiego tupo­lewa w katyń­skim lesie. Jak ewo­lu­ował kult tej tra­ge­dii i kto na tym korzysta?

11:15 – bie­gnę Kra­kow­skim Przed­mie­ściem wal­cząc z cza­sem o to, by nie spóź­nić się na zaję­cia. Orga­ni­zo­wana na jed­nej z naj­waż­niej­szych i naj­bar­dziej zna­nych pol­skich ulic uro­czy­stość sku­tecz­nie zablo­ko­wała prze­jazd komu­ni­ka­cji miej­skiej. Na swo­jej tra­sie mijam roz­sta­wianą przed kościo­łem św. Anny scenę, zbie­ra­jące się po obu stro­nach ulicy grupki uczest­ni­ków, kilka inten­syw­nie nie­bie­skich namio­tów, jeden drew­niany krzyż, morze sprze­daw­ców patrio­tycz­nych pamią­tek oraz kolejną plat­formę, na któ­rej wła­śnie odbywa się próba nagło­śnie­nia. Straż­nicy PiS czuj­nym okiem ogar­niają powstały zamęt, w powie­trzu wyraź­nie czuć wznio­sły, prze­peł­niony mistyczną pogodą ducha nastrój.

W chwi­lach takich jak ta nie­trudno jest zapo­mnieć o tym, co jest pier­wotną przy­czyną obcho­dów rocz­nic i mie­sięcz­nic smo­leń­skich. Będąc świad­kiem poran­nych wyda­rzeń, mia­łam wra­że­nie, że orga­ni­za­cja tego wyda­rze­nia w więk­szej mie­rze napę­dzana jest pali­wem spo­łecz­nego nie­za­do­wo­le­nia, niż rze­czy­wi­stą żałobą.

GODZINA ZERO

Zacznijmy od początku. Cztery lata temu, 10 kwiet­nia doszło do naj­więk­szej tra­ge­dii w histo­rii pol­skiego lot­nic­twa. TU-154 M, prze­wo­żący naj­waż­niej­sze osoby w pań­stwie, roz­bił się w smo­leń­skim lesie, w wyniku czego ginie pol­ski pre­zy­dent Lech Kaczyń­ski wraz z mał­żonką, naj­waż­niejsi dowódcy woj­skowi, wpły­wowi poli­tycy, ludzie kul­tury i załoga samo­lotu – łącz­nie 96 osób. W dniu, w któ­rym się to wyda­rzyło, mia­łam nie­spełna pięt­na­ście lat. Spę­dza­łam czas z przy­ja­ciół­kami na oglą­da­niu „Gre­ese”, gdy do domu wró­cił ojciec jed­nej z nich. Natych­miast wyłą­czył tele­wi­zor i sta­wia­jąc na stole torbę z zaku­pami powie­dział bez emo­cji — „Kaczyń­ski nie żyje”.

Wypa­dek w Smo­leń­sku zmie­nił moje życie raz na zawsze. Po pierw­sze dla­tego, że od tego momentu zaczę­łam samo­dziel­nie inte­re­so­wać się poli­tyką. Samo­dziel­nie – to zna­czy z wła­snej ini­cja­tywy. W moim domu tematy poli­tyczne zawsze były ocho­czo oma­wiane przy poran­nej kawie, a świeża prasa leżała na półce w każ­dym pokoju. Po raz pierw­szy samo­dziel­nie kupi­łam „poważna gazetę” i po raz pierw­szy pod­da­łam kry­tycz­nej ana­li­zie infor­ma­cje, które zaczęły do mnie docierać.

TEORIA WIELKIEGO WYBUCHU

Kilka godzin po tym, jak pierw­sze donie­sie­nia o roz­bi­ciu samo­lotu obie­gły pol­skie i świa­towe media, poja­wiły się pierw­sze teo­rie spi­skowe. Nie zna­la­zły one jed­nak szer­szego oddźwięku w obli­czu auten­tycz­nej żałoby i szoku, w jakim zna­la­zła się opi­nia publiczna. Wszy­scy pamię­tamy spon­ta­niczne zapa­la­nie tysięcy zni­czy pod Pała­cem, pogrzeby, wznio­słe i potrzebne słowa. Prze­ko­na­nie, że topór wojenny został zako­pany raz na zawsze. Pamię­tamy rów­nież, jak z tej jed­no­ści wyła­niały się kolejno Pani Joanna od Krzyża, Putin-Mściciel, Tusk-Zdrajca, Komo­ru­ski – a wresz­cie Antoni Macierewicz.

Wraz z Anto­nim Macie­re­wi­czem poja­wiły się pierw­sze poważne oskar­że­nia pod adre­sem Rządu Plat­formy i osoby Donalda Tuska . Zadzi­wia­jące, że likwi­da­tor WSI, dzia­łacz nie­pod­le­gło­ściowy i naczelny lustra­tor III RP, tak nie­fra­so­bli­wie, nie dys­po­nu­jąc żad­nymi dowo­dami na popar­cie swych poglą­dów, przy­stą­pił do sta­wia­nia sil­nych tez o zama­chu, zdra­dzie naro­do­wej i zapla­no­wa­nej eli­mi­na­cji Pre­zy­denta. Zapa­no­wał chaos w wyniku śmierci klu­czo­wych dla funk­cjo­no­wa­nia pań­stwa osób, co dało prze­strzeń róż­nym teo­riom – tym uza­sad­nio­nym oraz tym kom­plet­nie wyssa­nym z palca.

NA POCZĄTKU BYŁA BRZOZA

Gdy tylko opa­dły pierw­sze emo­cje, a uro­czy­sty nastrój okrzepł, powo­łane zostały pierw­sze zespoły do zba­da­nia przy­czyn kata­strofy — Zespół Mil­lera, rzą­dowe Komi­sje ds. Bada­nia Przy­czyn Wypad­ków Lot­ni­czych, rosyj­ski Zespół Tatiany Ano­diny, czy Zespół Macieja Laska. Wszy­scy chcie­li­śmy wie­dzieć, co przy­czy­niło się do wypadku Tupo­lewa i wszy­scy z nie­po­ko­jem śle­dzi­li­śmy naj­now­sze donie­sie­nia. I tu na scenę ponow­nie wkra­cza Antoni Macie­re­wicz ze swoim zespo­łem par­la­men­tar­nym. Sta­wia mocne tezy. Padają słowa „zamach”, „hańba”, „zdra­dzeni o świcie”.

Na początku poseł wysu­nął hipo­tezę o sztucz­nej mgle (powo­łu­jąc się na słowa mece­nasa Rafała Rogal­skiego), pan­cer­nej brzo­zie i ostrze­li­wa­niu pol­skiego tupo­lewa. Jakby te argu­menty nie były wystar­cza­jąco suge­stywne, dorzu­cił tro­tyl, bombę ciśnie­niową, a ostat­nio nawet celowe błędne nakie­ro­wa­nie z rosyj­skiej cen­trali kon­troli lotów. Zwo­len­nicy teo­rii spi­sko­wych nie­mal natych­miast połknęli przy­nętę, jed­nak znaczna część spo­łe­czeń­stwa odno­siła się do tych rewe­la­cji z dozą zdro­wego scep­ty­cy­zmu. Prze­łom nastą­pił po kilku mie­sią­cach, gdy z trwogą odkry­łam, że nie­mal 20 % ankie­to­wa­nych wyra­żało prze­ko­na­nie, że teo­rie o zama­chu w jakimś stop­niu mogą być praw­do­po­dobne. Nie ma co się dzi­wić skon­fun­do­wa­nym ankie­to­wa­nym – zewsząd osa­czani sprzecz­nymi infor­ma­cjami, nie­ja­snymi nauko­wymi for­muł­kami, dostali pro­ste, nie­wy­ma­ga­jące wysiłku inte­lek­tu­al­nego wyja­śnie­nie – zamach. Zapla­no­wane mor­der­stwo z zimną krwią, które przy­pie­czę­to­wało pakt Putin – Tusk.

W sia­niu fer­mentu i nega­tyw­nych emo­cji uczest­ni­czyły sym­pa­ty­zu­jące media. Na wła­snych oczach prze­ko­na­łam się o praw­dzi­wo­ści słów Goeb­belsa –kłam­stwo powtó­rzone tysiąc razy staje się prawdą.

FAKTYMITY

Na chwilę obecną docie­ka­nie przy­czyn tej kata­strofy nie ma więk­szego zna­cze­nia. To, co jest rze­czy­wi­ście istotne i godne uwagi, to wpływ tych czte­rech lat na pol­skie spo­łe­czeń­stwo. Zmie­niło się wiele – poglądy poli­tyczne podzie­liły zna­jo­mych, a nie­kiedy rodziny, na kan­wie Smo­leń­ska powstały tygo­dniki takie jak „Uwa­żam Rze”, „Do Rze­czy”, czy „W Sieci” — wydawcy dostrze­gli bowiem niszę na rynku pra­wi­co­wych wydaw­nictw. Krę­cono filmy fabu­larne i doku­menty, a dys­kurs poli­tyczny osią­gnął poziom absurdu.

W mno­go­ści czę­sto sprzecz­nych infor­ma­cji, uwa­dze ucho­dzą oczy­wi­sto­ści – to, że pol­ska strona wyka­zała się nie­udol­no­ścią, nie będąc w sta­nie w ciągu czte­rech lat spro­wa­dzić wraku do kraju, że nie­po­trzeb­nie zgo­dziła się na taką, a nie inną for­mułę pro­wa­dze­nia śledz­twa, że sta­now­czo za późno rzą­dowe komi­sje przed­sta­wiły wyniki eks­per­tyz, dając miej­sce na domy­sły ludziom nie­kom­pe­tent­nym. Wresz­cie zarzut naj­po­waż­niej­szy – jak można było pozwo­lić tak waż­nym oso­bom lecieć jed­nym samo­lo­tem? Dla­czego doszło do opóź­nie­nia lotu?

W sfe­rze mitów pozo­stać powinny kon­cep­cje Macie­re­wi­cza. Dla­czego? Ponie­waż dalece zasta­na­wia­jący jest już sam fakt, że poseł zdaje się sam do końca nie wie­rzyć w kre­owane przez sie­bie sce­na­riu­sze zama­chu. Gdyby dys­po­no­wał dowo­dami na tyle sil­nymi, by prze­ko­nać samego sie­bie, poprze­stałby na wybu­chu. Czemu w takim razie wciąż z upo­rem szuka kolej­nych fan­ta­stycz­nych przyczyn?

FESTIWAL SMOLEŃSKI

W kwe­stii Smo­leń­ska warto zadać pod­sta­wowe pyta­nie – kto na tym korzy­sta? Odpo­wiedź nie brzmi wcale „PiS”. Na tym podziale korzy­sta cała klasa poli­tyczna. Elek­to­rat siłą wcią­gnięty został w słowne prze­py­chanki i bez­sen­sowną walkę o to, kto gło­śniej ujada, a sprawy istotne w obli­czu tej kwe­stii spy­chane są na drugi, trzeci plan. Jest to książ­kowy przy­kład mani­pu­la­cji infor­ma­cją – po pierw­sze: odwró­cić uwagę.

Rze­czy­wi­ście kupony odcina przede wszyst­kim Jaro­sław Kaczyń­ski i PiS. Nie spo­sób nie zgo­dzić się z Ceza­rym Michal­skim z „Poli­tyki”, że wresz­cie Pre­zes zna­lazł się posia­da­niu argu­mentu koron­nego, prze­ma­wia­ją­cego za jego agre­sywną wizją poli­tyki zagra­nicz­nej – nie możemy w końcu dać sobie wejść na głowę i pozwo­lić na wyklu­cze­nie! Trzeba wal­czyć o sprawę, o honor, o ojczy­zny god­ność! Powstał mit zało­ży­ciel­ski IV RP i mit ten legi­ty­mi­zuje dąże­nie do wła­dzy, doświad­czo­nego bole­sna utratą brata, przy­wódcy Prawa i Spra­wie­dli­wo­ści. Po dru­gie buduje poczu­cie jed­no­ści w obli­czu wro­go­ści Rosji, pozwala przy­stroić w szatę świet­no­ści nijaką pre­zy­den­turę Lecha Kaczyń­skiego – wszak son­daże przed­wy­bor­cze w przed­dzień kata­strofy nie dawały mu szans na reelekcję.

Par­tia rzą­dząca też zbiła nie­mały kapi­tał poli­tyczny na sza­leń­stwie Kaczyń­skiego i bier­no­ści mniej­szych par­tii. Zwraca się ona do grupy, któ­rej nie po dro­dze z eks­ta­tycz­nym, quasi-religijnym unie­sie­niem, kreu­jąc wize­ru­nek ugru­po­wa­nia, które jako jedyne jest w sta­nie powstrzy­mać sza­leńca przed obję­ciem wyso­kich sta­no­wisk pań­stwo­wych. Ludzie zmę­czeni oso­bi­stą żałobą Pre­zesa, szu­kają odpo­czynku od jego reto­ryki. W ich oczach, na zasa­dzie kon­tra­stu, Donald Tusk i Rado­sław Sikor­ski malują się jako osoby kom­pe­tentne i wywa­żone — a przy­naj­mniej bar­dziej prze­wi­dy­walne. To, czego ocze­kuje sta­ty­styczny wyborca, to nie walka z wie­lo­krot­nie więk­sza gospo­darką o suwe­ren­ność śred­niego, środ­ko­wo­eu­ro­pej­skiego pań­stwa, ale poczu­cie względ­nej sta­bil­no­ści i opieka socjalna. Kto będzie wypła­cał zasiłki, gdyby prio­ry­te­tem znów stał się tupolew?

Tym­cza­sem na Kra­kow­skim każdy stara się coś uszczk­nąć ze Smo­leń­skiego tortu. Cał­kiem nie­źle pro­spe­ruje drobny biz­nes pamiąt­kar­ski, pra­wi­cowa publi­cy­styka, pano­wie sprze­da­jący flagi. Gdzie­nie­gdzie „Straż PiS” zwróci uwagę na nie­godne zacho­wa­nie prze­chod­niów. W tle roz­brzmie­wają reli­gijne i patrio­tyczne pie­śni, a ksiądz Mał­kow­ski odpra­wia egzor­cy­zmy nad Pol­ską Cie­mię­żoną Zie­mią. Festi­wal Smo­leń­ski trwa w najlepsze.

I tylko jedno się nie zga­dza. Nie odno­szę wra­że­nia, że ludzie ci obcho­dzą rocz­nicę wiel­kiej tra­ge­dii — oni idą po władzę.

Zdję­cie: fakty.tvn24.pl

Zain­te­re­so­wał Cię arty­kuł? Polub pro­fil Realpolitik.PL na Face­bo­oku, aby dowia­dy­wać się na bie­żąco o doda­wa­nych przez nas treściach : )

The fol­lo­wing two tabs change con­tent below.
Author Image

Nata­lia Bartkiewicz

Author Image

Ostat­nie wpisy Nata­lia Bart­kie­wicz (zobacz wszyst­kie)

Komen­ta­rze