O Zdradzie Pułkownika Kuklińskiego słów kilka…

Przy oka­zji nie­daw­nej pre­miery filmu Jack Strong reży­se­rii Wła­dy­sława Pasi­kow­skiego na nowo roz­go­rzała dys­ku­sja na temat syl­wetki puł­kow­nika Ryszarda Kukliń­skiego, ofi­cera Ludo­wego Woj­ska Pol­skiego, który przez nie­całe 10 lat (1972–1981) był taj­nym współ­pra­cow­ni­kiem CIA przy Zarzą­dzie Ope­ra­cyj­nym Sztabu Gene­ral­nego Woj­ska Pol­skiego (pia­sto­wał w nim urząd zastępcy szefa).

Roz­wa­ża­nia na temat jego osoby muszę poprze­dzić wstę­pem, koniecz­nym ze względy na bar­dzo draż­liwy temat. W żaden spo­sób nie neguję zbrod­ni­czo­ści sys­temu poli­tycz­nego, który ist­niał w Pol­sce przed rokiem 1989, w żaden spo­sób tego sys­temu nie popie­ram i się z nim nie utoż­sa­miam. Fakt, że ustrój komu­ni­styczny został Pol­sce pośred­nio narzu­cony w efek­cie powo­jen­nych usta­leń w Jał­cie, stał się naj­waż­niej­szym argu­men­tem prze­ma­wia­ją­cym na korzyść Kukliń­skiego, jego zwo­len­nicy nie­mal w każ­dej dys­ku­sji wska­zują, że zdrada ówcze­snego ustroju nie była zdradą pań­stwa, ponie­waż pań­stwo nie było wtedy suwe­renne, że Pol­ska Zjed­no­czona Par­tia Robot­ni­cza była tak naprawdę wasa­lem Moskwy i wszyst­kie istotne decy­zje doty­czące Pol­skiej Rzecz­po­spo­li­tej Ludo­wej zapa­dały wła­śnie w Moskwie.

Na taki argu­ment można odpo­wie­dzieć zale­d­wie jed­nym nazwi­skiem – Adam Hodysz. Kim on był? Pod­puł­kow­nik Hodysz był funk­cjo­na­riu­szem Służby Bez­pie­czeń­stwa, który (podob­nie jak Kukliń­ski) rów­nież zdra­dził swoją przy­sięgę. Mię­dzy nimi jest jed­nak sub­telna róż­nica, z jed­nej strony mamy Ryszarda Kukliń­skiego, który w nie­wy­ja­śnio­nych do dzi­siaj oko­licz­no­ściach roz­po­czął współ­pracę z Ame­ry­ka­nami, z dru­giej zaś Adama Hody­sza, który prze­ka­zy­wał infor­ma­cje Soli­dar­no­ści, dzięki któ­rym m.in. udało się zde­ma­sko­wać kilku infor­ma­to­rów SB. O Ada­mie Hody­szu nikt nie pamięta, prócz histo­ry­ków i pasjo­na­tów okresu PRLu, o Kukliń­skim mniej lub bar­dziej sły­szał każdy, a patrząc real­nie, nie spo­sób wska­zać, czy któ­ryś z nich doko­nał wię­cej, poświę­cił wię­cej, czy też nara­żał się na wię­cej. Kukliń­ski w każ­dej chwili miał zapew­nioną ewa­ku­ację wraz z rodziną, Hodysz takich gwa­ran­cji od nikogo nie miał, a musiał być świa­domy, że w razie wpadki jest ska­zany tylko na sie­bie, mimo to zde­cy­do­wał się współpracować/pomagać opo­zy­cji. Nawet Wła­dy­sław Fra­sy­niuk, dzia­łacz opo­zy­cji w okre­sie PRL, wska­zuje, że ist­niał sze­reg innych ludzi w struk­tu­rach SB, któ­rzy wspie­rali swo­imi infor­ma­cjami Soli­dar­ność, bez­po­śred­nio anga­żu­jąc się w to, co się działo w kraju.

Wspo­mi­na­jąc o przy­się­dze woj­sko­wej warto jest wska­zać war­to­ści, któ­rymi w danym momen­cie kie­ro­wał się Kukliń­ski łamiąc ją. Żoł­nierz Ludo­wego Woj­ska Pol­skiego ślu­bo­wał docho­wać ści­śle tajem­nicy woj­sko­wej i pań­stwo­wej, nie spla­mić nigdy honoru i god­no­ści żoł­nie­rza pol­skiego. Pamię­tajmy, że Stany Zjed­no­czone były w owym cza­sie (lata 70te) głów­nym wro­giem pań­stwa pol­skiego i w żad­nym momen­cie nie zawa­ha­łyby się użyć na jej obsza­rze broni jądro­wej, jeśli tylko zatrzy­ma­łoby to marsz armii radziec­kiej na zachód w razie kon­fliktu. Powstał w ten spo­sób bar­dzo nie­bez­pieczny pre­ce­dens, ponie­waż nikt nie zagwa­ran­tuje, że dzi­siaj ofi­cer Woj­ska Pol­skiego, czy służb spe­cjal­nych nie zde­cy­duje się prze­ka­zać tajem­nic NATO np. Rosji, uzna­jąc, że jest ona lep­szą alter­na­tywą niż Sojusz i USA. Przy­sięga jest przy­sięgą i tak naprawdę współ­pra­cu­jąc z Ame­ry­ka­nami zdra­dził nie przede wszyst­kim ustrój komu­ni­styczny, Ludowe Woj­sko Pol­skie, czy nawet Pol­ską Rze­czy­po­spo­litą Ludową, ale w naj­więk­szym stop­niu zdra­dził on oby­wa­teli ówcze­snej Pol­ski, tych sza­rych oby­wa­teli, któ­rzy nie inte­re­so­wali się zawi­ro­wa­niami na pozio­mie mię­dzy­na­ro­do­wym, jed­nak naj­sil­niej odczu­liby wybuch kon­fliktu zbrojnego.

Publi­cy­ści sto­jący po stro­nie Kukliń­skiego uży­wają rów­nież argu­mentu jakoby wyja­wił on tajem­nice woj­skowe Układu War­szaw­skiego oraz Związku Radziec­kiego, że nie dzia­łał na bez­po­śred­nią szkodę Pol­ski. Prawda jest taka, że Kukliń­ski nie posia­dał dostępu do mate­ria­łów Moskwy. Te, do któ­rych miał dostęp (teraz cytuję za gen. Duka­czew­skim i jaka­kol­wiek byłaby opi­nia o nim, to nikt nie odmówi mu posia­da­nej wie­dzy, popie­rają to rów­nież histo­rycy – Paweł Wie­czor­kie­wicz i Fran­ci­szek Puchała) obej­mo­wały plany moder­ni­za­cji LWP i sys­tem obronny kraju. Nie było mowy o tym, żeby Kukliń­ski mógł prze­ka­zać Ame­ry­ka­nom te naj­istot­niej­sze infor­ma­cje, które by mogły w dużym stop­niu zagro­zić Związ­kowi Radziec­kiemu, wnio­sek z tego taki, że prze­ka­zy­wał to co wie­dział, a wie­dział wszystko o obron­no­ści pań­stwa pol­skiego. Spo­śród 40 tysięcy doku­men­tów, więk­szość doty­czyła wła­śnie kraju, Kukliń­ski prze­ka­zał te doku­menty pań­stwu, które obron­ność Pol­ski wów­czas bez opo­rów by naru­szyło, gdyby zaszła taka konieczność.

Na końcu trzeba wziąć pod lupę samą moty­wa­cję Kukliń­skiego, czym wła­ści­wie się kie­ro­wał nawią­zu­jąc kon­takt z Ame­ry­ka­nami? Z jed­nej strony fak­tycz­nie mogła to być tro­ska o pań­stwo pol­skie i wiara w to, że współ­praca z Ame­ry­ka­nami może przy­spie­szyć upa­dek radziec­kiego kolosa i jed­no­cze­śnie oba­lić komu­nizm w Pol­sce. Jeśli to było moty­wem, to auto­ma­tycz­nie wszyst­kie argu­menty, które napi­sa­łem wcze­śniej, tracą zna­cze­nie i wszystko co zro­bił zasłu­guje na naj­wyż­szą pochwałę. Jest jed­nak druga strona medalu, mia­no­wi­cie infor­ma­cje mówiące, że Kukliń­ski współ­pra­co­wał z Ame­ry­ka­nami z pobu­dek mate­rial­nych, na co miała wska­zy­wać wysoka stopa mate­rialna na jakiej żył, a także podej­rze­nia, jakoby nawią­zał współ­pracę z CIA przed rokiem 1972 (kon­kret­nie w cza­sie, gdy słu­żył w Wiet­na­mie). Jeśli tak jest fak­tycz­nie, to jest on zdrajcą, który zdra­dza­jąc plany obronne Pol­ski nara­ził życie milio­nów Pola­ków. Jak było fak­tycz­nie nie­stety nie wiemy, ponie­waż CIA nie ujaw­nia akt Jacka Stronga, nie wiemy więc dokład­nie ani kiedy współ­praca się zaczęła, ani czy miała pod­łoże mate­rialne. Nie muszę chyba udo­wad­niać, że same dekla­ra­cje Kukliń­skiego nie sta­no­wią źró­dła na któ­rym można się opierać…

Oczy­wi­ście powyż­sza ocena jest cał­ko­wi­cie subiek­tywna i opiera się na mojej wie­dzy wła­snej i intu­icji. Nie pró­buję nikogo prze­ko­ny­wać do swo­jej racji, chcę tylko wska­zać, że wszel­kie argu­menty prze­ma­wia­jące za boha­ter­stwem Kukliń­skiego, to tak naprawdę są… takie baj­kowe argu­menty. Jego obrońcy CHCĄ żeby jego syl­wetka wła­śnie taka była jak mówią, czyli, że kie­ro­wał się tylko losem kraju, swoje dzia­ła­nia kie­ro­wał prze­ciwko ZSRR, że dzia­łał bez­in­te­re­sow­nie, nie przyj­mu­jąc gra­ty­fi­ka­cji pie­nięż­nych za swoje dzia­ła­nia. Fak­tem jest, że Ryszard Kukliń­ski przed­sta­wiony w fil­mie Jack Strong jest boha­te­rem, ale ame­ry­kań­skim boha­te­rem i cią­gle zostaje pyta­nie jak bli­sko jest fil­mowy odpo­wied­nik do swoje pierwowzoru.

Zdję­cie: polskieradio.pl

The fol­lo­wing two tabs change con­tent below.
Author Image

Mar­cin Polkowski

Author Image

Ostat­nie wpisy Mar­cin Polkow­ski (zobacz wszyst­kie)

Komen­ta­rze