Po wyborach — komentarze warszawskie

Wybory już za nami. Jakie były, to oczy­wi­ście wiemy: media — wszystko ok, Polacy, nic się nie stało; opo­zy­cja — zafał­szo­wane (sic! nie ma zafał­szo­wa­nia — albo były rze­telne, albo po pro­stu sfał­szo­wane w mniej­szym, czy więk­szym stopniu).

Jeż­dżąc po mie­ście obser­wuję różne zacho­wa­nia i widzę różne obrazy. W auto­bu­sach atmos­fera jak zwy­kle zmę­czona, ponura i bez uśmie­chu. Jedy­nie stu­denci, jak to oni, wesoło roz­pra­wiają o zaję­ciach, naj­bliż­szych pla­nach i komen­ta­rzach tych pla­nów (typu “Zenek może zała­pie się na staż w Komi­sji Euro­pej­skiej, tylko musi zała­twić kasę od sta­rych…”) i o wybo­rach. Tu o dziwo jest pełna demo­kra­cja — kłócą się o fał­szer­stwa lub ich brak, ale dys­ku­sja tętni pozy­tyw­nym pul­sem bez “mowy nie­na­wi­ści”, agre­sji i patrze­nia z wysoka na prze­ciw­nika. Reszta zało­gan­tów auto­busu jest jak w kla­sycz­nym fil­mie z cza­sów Ku-Klux-Klanu lub Pół­noc­nego Wiet­namu — apa­tia, pod­da­nie się i marze­nie o tym, żeby po powro­cie do domu w kra­nie była cie­pła woda i nikt nie bił batem, lub nie zamy­kał do obozu pracy.

Na budo­wie metra zzięb­nięci ochro­nia­rze ochra­niają płoty, za któ­rymi się nic nie dzieje (sta­cja świę­to­krzy­ska) i klną jak…?

Przed drugą turą posze­dłem “do ludzi” — spo­tka­łem się z ośmioma oso­bami, które albo były (są) lemin­gami, albo się wahały, albo w ogóle nie cho­dziły na wybory. Sześć osób wyśmiało mnie jako oszo­łoma i faszy­stę, dwie zade­kla­ro­wały, że pójdą (jedna na PIS, druga tego nie potwier­dziła). Nie wiem, czy te osoby poszły na wybory i na kogo ewen­tu­al­nie gło­so­wały, ale ja swoją lek­cję odro­bi­łem. Nawet te sześć osób, które mnie zawsze wyzy­wały (mimo że nie jestem w PISie, a po pro­stu w obo­zie ludzi nor­mal­nie kry­tycz­nych), patrzyło na mnie jakoś nor­mal­niej (?!!!). Widocz­nie i do nich dotarła świa­do­mość, że coś się dzieje źle.

Nie byłem nigdy w III RP zwo­len­ni­kiem roz­wią­zań siło­wych (w PRLu byłem za — ale po stro­nie wale­nia ZOMO po tych zaku­tych łbach), lecz widzę po żenu­ją­cych wypo­wie­dziach Żyran­dola i Kopa­czo­wej (“zwy­cię­żyła demo­kra­cja”), że po 25 latach “wol­no­ści” powoli się nastrój zmie­nia. Oczy­wi­ście lemingi i inni usłużni wrzesz­czą o awan­tu­rach i pod­pa­la­niu Pol­ski. Pyta­nie — jakiej Pol­ski? Może unik­niemy Pol­skiego Maj­danu i przy­wró­cimy rze­czy­wi­stą demo­kra­cję i ważny głos każ­dego z tych ludzi z auto­busu. Wtedy jazda takim auto­bu­sem będzie, mimo ści­sku, przy­jem­no­ścią. Dziś jest sytu­acją dołu­jącą (z wyjąt­kiem, oczy­wi­ście, studentów).

Fot.  dziennik.pl

Zain­tere­sował Cię arty­kuł? Polub pro­fil Realpoli­tik.PL na Face­booku, aby dowiady­wać się na bie­żąco o doda­wa­nych przez nas treściach : )

The fol­lo­wing two tabs change con­tent below.
Author Image

Mariusz Sioch

Absol­went poli­to­lo­gii i bez­pie­czeń­stwa wewnętrz­nego na Uni­wer­sy­te­cie War­szaw­skim. Redak­tor naczelny por­talu informacyjno-społecznego RealPolitik.PL oraz redak­tor por­talu historykon.pl. Dzia­łacz spo­łeczny. Miło­śnik histo­rii i hungarofil.

Komen­ta­rze