Relacja z obchodów IV rocznicy tragedii smoleńskiej w Warszawie

Na począ­tek dodam małe zastrze­że­nie – rela­cja będzie obej­mo­wać wyda­rze­nia, które miały miej­sce od godziny 15:30 (wtedy poja­wi­łem się na miej­scu), mimo że obchody  4 rocz­nicy tra­ge­dii smo­leń­skiej w War­sza­wie trwały już od godzin porannych.

W dro­dze pod Pałac Pre­zy­dencki na Kra­kow­skim Przed­mie­ściu, jesz­cze na Nowym Świe­cie spo­tka­łem zwartą grupę człon­ków sto­wa­rzy­sze­nia “Soli­darni 2010″ oraz Klu­bów “Gazety Pol­skiej” trzy­ma­ją­cych (poza bane­rami) 96 tabli­czek, z któ­rych każda upa­mięt­niała inną ofiarę kata­strofy smoleńskiej.

Gdy zna­la­złem się w głów­nym miej­scu obcho­dów, na sce­nie roz­sta­wio­nej naprze­ciw pałacu trwał kon­cert Jana Pie­trzaka, który wyko­nał mię­dzy innymi słynną z cza­sów “Soli­dar­no­ści” pieśń Żeby Pol­ska była Pol­ską.

W sym­bo­licz­nym miej­scu usta­wiono drew­niany krzyż, a także flagi naro­dowe, liczne zni­cze (część z nich była uło­żona tak, że razem kształ­tem two­rzyły krzyż), wieńce i poje­dyn­cze kwiaty.

Wokół można było dostrzec osoby sprze­da­jące flagi naro­dowe, kwiaty, zni­cze, a także patrio­tyczne przy­pinki i lite­ra­turę. Wśród uczest­ni­ków zgro­ma­dze­nia, wielu miało ze sobą pol­skie flagi, ale co cie­kawe dało się dostrzec także kilka flag węgier­skich, a nawet flagę gru­ziń­ską. Wśród trzy­ma­nych trans­pa­ren­tów nie rzad­kie były te, któ­rych treść prze­ka­zy­wała, że pod Smo­leń­skiem 10 kwiet­nia 2010 roku doszło do zamachu.

flaga Polski, Węgier i Gruzji

W tym okre­sie nie widzia­łem jesz­cze wokół sie­bie bar­dzo wielu ludzi – sto­jąc mogłem zoba­czyć, gdzie zaczyna i koń­czy się zgro­ma­dze­nie. Roz­glą­da­jąc się wokół mogę oce­nić także, że na tym eta­pie obcho­dów zde­cy­do­waną więk­szość uczest­ni­ków sta­no­wili seniorzy.

O godzi­nie 16, po krót­kim wpro­wa­dze­niu przez Panią reży­ser filmu Joannę Lichocką (nie­obecny był drugi reży­ser, Jaro­sław Rybicki), na dwóch tele­bi­mach, będą­cych ele­men­tami sceny, odbył się seans Pre­zy­denta. Przed­sta­wiał on frag­menty z dzia­łal­no­ści poli­tycz­nej Lecha Kaczyń­skiego oraz wspo­mnie­nia osób współ­pra­cu­ją­cych z nim.

Po jego zakoń­cze­niu na sce­nie poja­wił się Jaro­sław Kaczyń­ski, przed­sta­wiony jako „kon­ty­nu­ator dzieła Lecha Kaczyń­skiego”.  W sumie Pre­zes na sce­nie poja­wił się dwa razy – pierw­szy parę minut przed godziną 17, a drugi około godziny 21:30, na zakoń­cze­nie Mar­szu Pamięci. Zabu­rzę nieco chro­no­lo­gię nar­ra­cji i napi­szę naj­waż­niej­sze zauwa­żane przeze mnie ele­menty w tym dru­gim,  moim zda­niem kon­kret­niej­szym prze­mó­wie­niu. Jego klu­czo­wymi sło­wami były prawda, pamięć, przy­szłość, ale też hańba (to ostat­nie odno­siło się do znie­wa­ża­nia ofiar kata­strofy, do odda­nia  śledz­twa w kata­stro­fie Rosja­nom). Były pre­mier zazna­czył, że Sprawa Smo­leń­ska to nie jest kwe­stia jed­nej, choćby naj­bar­dziej tra­gicz­nej kata­strofy. To co stało się w Smo­leń­sku, przed Smo­leń­skiem i po Smo­leń­sku, to jest sprawa pol­skiej god­no­ści, sprawa pol­skiego narodu, to jest w osta­tecz­nym rachunku, każdy musi to przy­znać, sprawa pol­skiej nie­pod­le­gło­ści. Chwile dalej wspo­mniał – to jest sprawa naszej pozy­cji, naszej przy­szło­ści. Tak, przy­szło­ści obec­nych poko­leń i tych, któ­rzy przyjdą na świat. Wspo­mniał też, że musimy liczyć przede wszyst­kim na sie­bie, zwłasz­cza w obec­nej sytu­acji, gdy „karty w Euro­pie zostały wyło­żone na stół”. Prze­mó­wie­nie prze­ry­wane było okla­skami i skan­do­wa­niem „Jaro­sław” — jak rów­nież „Antoni” w momen­cie, gdy Pre­zes dzię­ko­wał Anto­niemu Macie­re­wi­czowi i jego zespo­łowi par­la­men­tar­nemu za zaan­ga­żo­wa­nie w bada­nie przy­czyn kata­strofy smoleńskiej.

jarosław kaczyński

Około godziny 17:30, po pierw­szym prze­mó­wie­niu pre­zesa, odbył się seans filmu „Ana­to­mia upadku. Cz. 2”, poprze­dzony krót­kim wstę­pem Pani reży­ser Anity Gar­gas. Film przed­sta­wia, głów­nie w for­mie wywia­dów ze świad­kami, czy osób w różny spo­sób zwią­za­nych z wyda­rze­niami  kata­strofy smo­leń­skiej (np. pilo­tem Jaka-40) nie­ja­sno­ści co do jej przebiegu.

Zda­jąc tę rela­cję, nie mogę nie powie­dzieć paru słów o homi­lii, wygło­szo­nej o godzi­nie 19 z Archi­ka­te­dry św. Jana Chrzci­ciela przez biskupa Anto­niego Pacy­fika Dydycza.

Wcze­śniej jed­nak małe wtrą­ce­nie — w samej archi­ka­te­drze nie­moż­liwe było pomiesz­cze­nie wszyst­kich zebra­nych, więc trans­mi­sja odby­wała się także na tele­bi­mie usy­tu­owa­nym, dzięki uprzej­mo­ści Tele­wi­zji Trwam, na Placu Zam­ko­wym. Oso­bi­ście słu­cha­łem homi­lii wła­śnie z tego miej­sca. Ku mojemu pew­nemu zdzi­wie­niu, osób zgro­ma­dzo­nych było już znacz­nie wię­cej, a na „oko” znaczny ich pro­cent sta­no­wili ludzie mło­dzi. Trudno mi osza­co­wać, ile osób mogło brać udział w kul­mi­na­cyj­nym momen­cie obcho­dów, ale fak­tem jest, że sto­jąc pod sceną, już po zakoń­cze­niu mszy, trzeba było cze­kać dłuż­szą chwilę, aż ostat­nie osoby z oko­lic archi­ka­te­dry przejdą w rejon Pałacu Pre­zy­denc­kiego. Stąd zgro­ma­dzo­nych roz­ba­wił żart pre­zesa Kaczyń­skiego, który na koniec dru­giego prze­mó­wie­nia mówił, że cie­kawy jest, co napi­szą co ponie­które media - czy było nas 1000, czy może 1500.

Wra­cam już jed­nak do zasy­gna­li­zo­wa­nego wyżej tematu – arcy­bi­skup Dydycz roz­po­czął, wspo­mi­na­jąc modli­twę Jezusa w Ogrójcu i z początku wyda­wało się, że będzie mówił w dużym ode­rwa­niu od tematu Smo­leń­ska. Nic bar­dziej myl­nego – po chwili zaczął w dość ostrych sło­wach ganić tych, któ­rzy roz­po­wszech­niali nie­praw­dziwe infor­ma­cje odno­śnie prze­biegu kata­strofy, mię­dzy innymi o pija­nym gene­rale naci­ska­ją­cym na pilo­tów, a także nawią­zał do osób, które zwal­czały tak zwa­nych „obroń­ców krzyża”. Mówił, że ludzie Ci zacho­wy­wali się tak, jak przed laty Ci, któ­rzy krzy­czeli do Piłata odno­śnie Jezusa „Ukrzy­żuj Go!”. Dość długi frag­ment homi­lii doty­czył ogrom­nej roli kobiet w spo­łe­czeń­stwie, hero­izmu kobiet. Biskup pod­kre­ślał, że to kobiety, jako matki, żony są odpo­wie­dzialne za to, jak będą wyglą­dać przy­szłe poko­le­nia. W tym kon­tek­ście wyra­ził zanie­po­ko­je­nie ide­olo­gią femi­ni­styczną, która ma na celu „odko­bie­cać kobiety”. Gdy biskup skoń­czył, roz­le­gły się grom­kie brawa.

Po mszy zgro­ma­dzeni zaczęli prze­cho­dzić w kie­runku Pałacu Pre­zy­denc­kiego, gdzie miały się odbyć koń­cowe prze­mó­wie­nia. Poza wspo­mnia­nym wystą­pie­niem Jaro­sława Kaczyń­skiego, prze­ma­wiali także: Kata­rzyna Łaniew­ska (wygło­siła oko­licz­no­ściowy wiersz), Ewa Bła­sik (żona gene­rała Andrzeja Bła­sika, mówiła przede wszyst­kim o skan­da­licz­nych wyda­rze­niach po kata­stro­fie, mię­dzy innymi o kłam­stwach na temat jej zmar­łego męża i braku reak­cji na nie ze strony pol­skich władz). Ostat­nim z zabie­ra­ją­cych głos był ksiądz Sta­ni­sław Mał­kow­ski, który roz­ba­wił zgro­ma­dzo­nych nastę­pu­jącą anegdotą:

Pozna­łem więź­nia o ksy­wie „Janek Usy­piacz”. Na wol­no­ści zaj­mo­wał się usy­pia­niem pasa­że­rów pocią­gów mię­dzy­na­ro­do­wych. Wsia­dał do pociągu, prze­cha­dzał się kory­ta­rzem i gdy widział w prze­dziale samot­nego biz­nes­mena, dosia­dał się i roz­po­czy­nał upra­wia­nie „poli­tyki miło­ści”. Zaprzy­jaź­niał się z owym czło­wie­kiem, a miał talent ku temu. I gdy przy­cho­dziła chwila przej­ścia na „Ty” pro­po­no­wał bru­der­szaft, czę­sto­wał alko­ho­lem tego biz­nes­mena, sam też tro­chę wypił, ponie­waż alko­hol był zatruty, biz­nes­men zapa­dał w śpiączkę i w tym cza­sie nasz Janek Usy­piacz doko­ny­wał „prze­kształ­ceń wła­sno­ścio­wych”. Co jakiś czas powta­rzał numer, szu­kał kolej­nego klienta, aż oczy­wi­ście wpadł. Otóż jeste­śmy pod­dani dzia­ła­niu „Donka Usypiacza”.

Zain­te­re­so­wał Cię arty­kuł? Polub pro­fil Realpolitik.PL na Face­bo­oku, aby dowia­dy­wać się na bie­żąco o doda­wa­nych przez nas treściach 🙂

The fol­lo­wing two tabs change con­tent below.
Author Image

Adam Stan­kie­wicz

Stu­dent czwar­tego roku bez­pie­czeń­stwa wewnętrz­nego na Uni­wer­sy­te­cie War­szaw­skim. Repre­zen­tuje poglądy konserwatywno-liberalne. Zga­dza się z twier­dze­niem, że prawda nie leży pośrodku, tylko leży tam, gdzie leży.

Komen­ta­rze