Straceńcy – zapomniani bohaterowie Lwowa

Rze­czą nie­zwy­kle smutną jest fakt, że do naszych cza­sów prze­trwało tak nie­wiele prze­ka­zów o tym jakże bit­nym oddziale, który zło­tymi zgło­skami wpi­sał się w histo­rie Kre­sów, jak i całej Rzeczpospolitej.

Nazwa owej jed­nostki może wyda­wać się dość myląca. Miano to może suge­ro­wać czy­tel­ni­kowi, że za swą służbę w obro­nie Ojczy­zny i swych domostw zapła­cili naj­wyż­szą cenę – śmierć. Nic bar­dziej myl­nego, nie był im pisany los wcze­śniej­szych poko­leń, które wal­czyły i umie­rały za sprawę Pol­ską, nie docze­kaw­szy się odro­dze­nia uko­cha­nego kraju. Okre­śle­nie tego oddziału pocho­dzi od nazwy wznie­sie­nia, gdzie toczył on swe naj­za­cie­klej­sze boje, a więc Góry Stra­ce­nia. Miej­sce to góro­wało nad innymi, co czy­niło go arcy­waż­nym punk­tem na mapie mia­sta. Kto kon­tro­lo­wał Górę Stra­ce­nia, ten mógł dokład­nie obser­wo­wać poczy­na­nia nie­przy­ja­ciela w tym rejo­nie. Sama góra została ochrzczona tą nazwą już pod koniec śre­dnio­wie­cza, gdyż słu­żyła jako miej­sce stra­ceń prze­stęp­ców. Powo­do­wał to fakt, że była widoczna z każ­dego rejonu mia­sta, co miało olbrzymi wpływ psy­cho­lo­giczny na miesz­kań­ców grodu.

Jed­nak prze­cho­dząc do meri­tum, sytu­acja jaka miała miej­sce na jesieni 1918 jesz­cze nigdy nie była tak korzystna dla sprawy pol­skiej. W posa­dach chwiała się monar­chia austro-węgierska i w kulu­arach mówiło się, iż w wyniku porażki zabor­ców, dąże­nia do odbu­dowy pań­stwa pol­skiego w końcu zakoń­czą się suk­ce­sem. Lecz walka o los Gali­cji dopiero się zaczy­nała. W nocy z 31 paź­dzier­nika na 1 listo­pada Ukra­ińcy doko­nali we Lwo­wie zama­chu, o godz. 2.00 w nocy inter­nu­jąc pol­skich żoł­nie­rzy zgru­po­wa­nych w kosza­rach na ulicy Kur­ko­wej. Gdy oka­zało się, że dowódcy bata­lio­nów sztur­mo­wych austriac­kiego i węgier­skiego potwier­dzili neu­tral­ność w nowo powsta­łym kon­flik­cie, siły ukra­iń­skie zaczęły przy­stę­po­wać do zaj­mo­wa­nia kolej­nych stra­te­gicz­nych pozy­cji w mie­ście. Wywo­łało to natych­mia­stową reak­cje lud­no­ści pol­skiej. Oddol­nie zaczęły się w mie­ście for­mo­wać grupy pol­skie, zwal­cza­jące Ukra­iń­ców. W więk­szo­ści przy­pad­ków były one bar­dzo słabo wypo­sa­żone i nie miały kon­taktu z Naczel­nym Dowódz­twem. Broń zdo­by­wały roz­bra­ja­jąc ukra­iń­skie patrole. Tak sfor­mo­wał się grupa pod dowódz­twem por. Romana Abra­hama. Jej trzon sta­no­wiła lwow­ska mło­dzież, świet­nie zna­jąca mia­sto, gotowa do poświę­ceń i wiel­kich aktów odwagi, choć także ze względu na młody wiek i brak doświad­cze­nia – słabo zdyscyplinowana.

Mimo zaję­cia austriac­kich ośrod­ków admi­ni­stra­cyj­nych, Ukra­iń­com nie udało się opa­no­wać mia­sta, a nastroje w nim panu­jące zaczęły się zwra­cać prze­ciwko nim. Szybko  zro­zu­mieli, że zamiast być trak­to­wani jako wyzwo­li­ciele zostali uznani za oku­pan­tów, co nie mogło wcale dzi­wić. Ukra­ińcy sta­no­wili w mię­ście zale­d­wie 10% popu­la­cji, przez co byli dopiero trze­cią grupą etniczną za Pola­kami i Żydami. Warto też zauwa­żyć, iż w prak­tyce żoł­nie­rze ukra­iń­scy wal­czący we Lwo­wie nawet nie pocho­dzili z tego mia­sta, zostali tu ścią­gnięci ze swo­imi oddzia­łami z całej Gali­cji.  To powo­do­wało, że owi żoł­nie­rze czuli się w mie­ście obco, nie znali go, przez co ich morale było niskie. Prak­tycz­nie na każ­dym kroku byli zwal­czani przez miej­scową ludność.

Trze­ciego dnia listo­pada oddział por. Abra­hama dotarł na ulicę Janow­skiej, gdzie miał nawią­zać kon­takt z grupą nie­przy­ja­ciół. Nie zna­la­zł­szy prze­ciw­nika skie­ro­wał się ku Górze Stra­ce­nia, którą pew­nym ude­rze­niem zajął, szybko zda­jąc sobie sprawę z jej klu­czo­wego zna­cze­nia w per­spek­ty­wie dal­szych walk.

Cechą cha­rak­te­ry­styczną oddziału Stra­ceń­ców była czaszka z lite­rami G i S, umiesz­czana naj­czę­ściej na ramie­niu wal­czą­cych żoł­nie­rzy. Ten znak roz­po­znaw­czy miał poma­gać w zwal­cza­niu aktów dywer­sji Ukra­iń­ców pozo­sta­ją­cych na tyłach pozy­cji pol­skich (łatwo było poznać, kto swój). Sym­bol ten słu­żył także budo­wa­niu więzi pomię­dzy wal­czą­cymi mło­dymi ludźmi, któ­rzy mimo, iż wcze­śniej mogli się nawet nie znać, to wal­czyli i prze­le­wali krew u swego boku. Czaszka na ramie­niu wzbu­dzała także sza­cu­nek i strach wroga, który wie­lo­krot­nie poty­kał się z tym dobo­ro­wym oddziałem.

blog.surgepolonia.pl

14 listo­pada pozo­staje naj­tra­gicz­niej­szym dniem hero­icz­nej obrony Lwowa, na całym odcinku pół­noc­nym docho­dziło do starć z nacie­ra­ją­cymi woj­skami płk. Dmy­tra Wit­kow­skiego. Roz­bite oddziały pol­skie musiały wyco­fać się z Zamar­sty­nowa – część udała się w kie­runku Kle­pa­rowa, inni zmie­rzali ku Górze Stra­ce­nia.  Góra stała się celem ata­ków Ukra­iń­ców zwłasz­cza, że więk­szość oddziału Stra­ceń­ców została wysłana do walki o Dwo­rzec . To wtedy 5-osobowa załoga obrony musiała ustą­pić z pozy­cji wobec naporu prze­wa­ża­ją­cych wojsk prze­ciw­nika.  Żoł­nie­rze Pol­scy nie zostali okrą­żeni, dzięki śmia­łej obro­nie ppłk. Alfreda Gref­nera i pomocy otrzy­ma­nej z pobli­skich domów Kle­pa­rowa. Pla­cówka jed­nak została szybko odbita przez powra­ca­jącą jed­nostkę Abra­hama, któ­rej udało się ode­pchnąć prze­ciw­nika, aż do sta­cji na Pod­zam­czu. Do wie­czora trwały walki o stary most kole­jowy – prze­cho­dzący z rąk do rąk sze­ścio­krot­nie, gdy osta­tecz­nie obsa­dzili go Polacy.

Jed­nym z naj­bar­dziej zna­nych żoł­nie­rzy pod dowódz­twem por. Abra­hama był Antoni Petry­kie­wicz. Ten młody lwow­ski chło­pak w momen­cie roz­po­czę­cia walk miał zale­d­wie 13 lat i uczęsz­czał do II klasy gim­na­zjum. Swoją ostat­nią bitwę sto­czył na obrze­żach Lwowa w rejo­nie Per­sen­kówki, w któ­rej to został ciężko ranny i osta­tecz­nie zmarł w wyniku odnie­sio­nych ran 16 stycz­nia 1919 roku. Wcze­śniej jed­nak docze­kał się wyzwo­le­nia Lwowa i zatknię­cia pol­skiego sztan­daru na lwow­skim ratu­szu. 22 stycz­nia 1920 roku w rocz­nicę wybu­chu Powsta­nia Stycz­nio­wego, pośmiert­nie został mu nadany Order Vir­tuti Mili­tari. Do dziś pozo­staje on naj­młod­szym kawa­le­rem tego odznaczenia.

Dnia 20 listo­pada do Lwowa przy­była odsiecz oddzia­łów ppłk. Toka­rzew­skiego, co spo­wo­do­wało przej­ście strony pol­skiej do fron­tal­nej ofen­sywy. Mimo braku suk­ce­sów, sytu­acja wojsk ukra­iń­skich znacz­nie się pogor­szyła. Do płk. Ste­fa­niwa dowódcy wojsk ukra­iń­skich we Lwo­wie zaczęły docie­rać infor­ma­cje o moż­li­wym wybu­chu powsta­nia w mie­ście skie­ro­wa­nego prze­ciwko jego jed­nost­kom. Wobec groźby okrą­że­nia nie pod­jęto usta­leń o pró­bie kontr­na­tar­cia, a o natych­mia­sto­wej ewa­ku­acji z mia­sta, które nastą­piło w nocy z 21 na 22 listo­pada. Polacy zbyt późno dowie­dzieli się o pla­nach opusz­cze­nia mia­sta przez Ukra­iń­ców, dla­tego też pościg Toka­rzew­skiego za wyco­fu­ją­cymi oddzia­łami oka­zał się bez­owocny. 22 listo­pada doszło do wspo­mnia­nego już aktu wywie­sze­nia flagi pol­skiej na Ratu­szu, co uczyn­nił nikt inny, jak dowódca Stra­ceń­ców – por. Abraham.

Do dnia 22 listo­pada w wal­kach po stro­nie pol­skiej wzięło udział 6022 obroń­ców Lwowa, z czego 2640 nie skoń­czyło nawet 25 roku życia. Za Ojczy­znę i wol­ność Lwowa pole­gło 439 boha­te­rów. Dla­tego konieczna jest pamięć o Orlę­tach Lwow­skich i wszyst­kich obroń­cach Kre­sów, któ­rzy wal­czyli i pole­gli w walce o wol­ność. Tak aby ich poświę­ce­nie nie poszło na marne.

Chwała Boha­te­rom!

 

Zdję­cie: blog.surgepolonia.pl

Zain­te­re­so­wał Cię arty­kuł? Polub pro­fil Realpolitik.PL na Face­bo­oku, aby dowia­dy­wać się na bie­żąco o doda­wa­nych przez nas treściach 🙂

The fol­lo­wing two tabs change con­tent below.
Author Image

Mariusz Sioch

Absol­went poli­to­lo­gii i bez­pie­czeń­stwa wewnętrz­nego na Uni­wer­sy­te­cie War­szaw­skim. Redak­tor naczelny por­talu informacyjno-społecznego RealPolitik.PL oraz redak­tor por­talu historykon.pl. Dzia­łacz spo­łeczny. Miło­śnik histo­rii i hungarofil.

Komen­ta­rze